poniedziałek, 22 maja 2017

11. Magnus Bane

Witajcie ponownie po długiej, bo prawie miesięcznej przerwie! Tęskniliście za mną? Mam nadzieję. A za Clary i Jacusiem? Cóż, chyba nieszczególnie, skoro czytacie tę analizę. Tak czy inaczej – matury już za mną, Eurowizja również, więc mogę ze świeżą głową podejść do znanej i (nie)kochanej przez nas abominacji. Jeśli ktoś potrzebuje przypomnienia: w poprzednim rozdziale nie wydarzyło się nic poza przelotnym spojrzeniem na Miasto Kości i odkryciem przez Clary, że kluczem do odzyskania wspomnień jest Magnus Bane. Zajęło to tylko trzydzieści stron, z czego istotne jest w porywach dziesięć. Najwyraźniej Cassie powoli ogarnia całą tę sprawę z rozdziałami podobnej długości, ponieważ dzisiejszy liczy ich prawie dwadzieścia. Cieszycie się? Ja też niespecjalnie. Muszę również przyznać się do błędu, który przypadkiem popełniłam. Zwykle, pisząc o tym, co czeka nas za tydzień, przeglądam pobieżnie materiał na kolejną analizę, jednak z wiadomych względów ostatnio mogłam zerknąć jedynie na tytuł następnego rozdziału. Dlatego też przepraszam tych wszystkich, którzy czekali na Magnusa Bane’a równie mocno, co ja; Król Brokatu i Imprez osobiście pojawi się dopiero w rozdziale dwunastym. Na pocieszenie – dziś zobaczymy Aleca.

Jace pochylił się i zabębnił w szybę oddzielającą ich od kierowcy.
- W lewo! Skręcaj w lewo! Mówiłem, żeby jechać Broadwayem, zakuty łbie!


Ach, Jace. Nie widzieliśmy się zaledwie miesiąc, a ty już od pierwszego akapitu rozdziału musisz przypominać mi, jakim bucem jesteś. Czy na ciebie Clave też rzuciło jakąś klątwę i zachowanie niezbędnego minimum kultury zabiłoby cię na miejscu?


Taksówkarz tak gwałtownie szarpnął kierownicę, że Clary wpadła na Jace'a i krzyknęła
zaskoczona.


To trochę smutne, że autorka nie potrafi znaleźć żadnej logicznej przyczyny, dla której Jace i Clary mieliby doświadczyć kontaktu fizycznego, więc zostają jej upadki jednego na drugie (w prawdziwym świecie kończące się ciężkimi obrażeniami) i wieczne wpadanie na siebie, kiedy środki transportu wchodzą w zakręt. Podejrzewam, że Clary nie zapięła przy tym pasów, bo przecież nie jest dzieckiem, żeby dbać o bezpieczeństwo.


- A dlaczego mamy jechać Broadwayem? - spytała.
- Umieram z głodu - oświadczył Jace. - A w domu nie ma nic oprócz resztek chińszczyzny.


Zapomniałeś o Hodge’u i jego pojemnikach z żarciem, czy raczej za kulisami ochrzanił cię za ruszanie rzeczy, które nie są twoje?


Jace dzwoni do Aleca i przekazuje mu, że spotkają się na śniadaniu w lokalu kilka przecznic od Instytutu. Właściwie brzmi to jak polecenie, ale młody Lightwood to dla Jacusia taki Simon, tylko mniej pogardzany przez autorkę, więc oczywiście leci na zawołanie. Nic to, że mamy jakąś siódmą, max. ósmą rano – służba (niewolnicza) nie drużba!


Dał kierowcy zwitek banknotów i wypchnął Clary z taksówki.


Płowy Bucu, kobiety NAPRAWDĘ da się traktować inaczej niż ciągle je ciągnąc/popychając/szarpiąc. Fanki Waylanda i Clace raz za razem twierdzą, że wyolbrzymiam i być może tak jest, bo mam problem z myśleniem pozytywnie o kimś, kto delikatny wobec swojej Wkrótce Wielkiej Miłoździ był może z cztery razy na przestrzeni stu trzydziestu stron.
+ Jak widzę, Clary rzeczywiście nie zapięła pasów. Zapewne dlatego, że nie jest to cool.


Przed wąskimi drzwiami stali dwaj mężczyźni w długich płaszczach i nasuniętych na czoło filcowych kapeluszach.




- Wygląda mi to na wiezienie - stwierdziła Clary.
- W wiezieniu nie można zamówić spaghetti fra diavolo, i to takiego, że palce lizać. Przynajmniej tak sądzę.
- Nie chcę spaghetti. Chcę wiedzieć, co to jest Magnus Bane.


Wiecie, naprawdę nie sądzę, aby potrzebna była wiedza o Podziemiu, by domyślić się, że Magnus Bane to imię i nazwisko…
+ Clary, pozwól, że przedstawię ci już dziś tę wybitną personę:


tumblr_oloeto0zx11w2thf8o1_500.gif
(Ku mojemu ubolewaniu, nie ma niestety sceny (a przynajmniej gifa, choć sceny również nie pamiętam, przynajmniej w serialu), w której Magnus gasi Clary, więc zadowólmy się starciem Magnus vs Płowy Buc).


- Nie co, tylko kto. To nazwisko.
- Znasz go?
- To czarownik - wyjaśnił Jace. - Jedyny czarownik, który potrafiłby założyć na twój umysł taką blokadę. No, może jeszcze któryś z Cichych Braci, ale najwyraźniej nie zrobił tego żaden i nich.
- Znasz go czy o nim słyszałeś? - zapytała Clary, którą szybko zmęczył rzeczowy ton
Jace'a.


A, że tak głupio spytam, co w nim męczącego? Kojarzy się jej z myśleniem? Chciała wyjaśnień – dostała je, ale naszej primadonnie znów coś nie pasuje. Czyżby wolała pasywno-agresywne, ociekające bucerą docinki Jacusia? Różne są fetysze…


- Nazwisko wydaje się znajome...


Jeśli Jace się nie droczy (a raczej tego nie robi), to jest jeszcze gorszym Nocnym Łowcą niż dotychczas udowadniałam. Nie zaspoileruję niczego ważnego, pisząc, że Magnus Bane nosi tytuł Wysokiego Czarownika Brooklynu. Brzmi jak istotna fucha? Bo w istocie takową się wydaje, zwłaszcza przy rozległych kontaktach Bane’a w Podziemiu oraz (dopisanej mu z czasem) trosce o losy większości Dzieci Nocy. Jace, któremu nazwisko Magnusa jedynie BRZMI ZNAJOMO to trochę jak policjant, który nie ma pojęcia, kto jest burmistrzem/prezydentem miasta. Nocnych Łowców kreuje się (nieudolnie, bo nieudolnie, ale jednak) na strażników pokoju w Podziemiu, a to naprawdę nie polega jedynie na wymachiwaniu mieczem.


- Hej! - To był Alec. Wyglądał, jakby dopiero zwlókł się z łóżka i wciągnął dżinsy na piżamę.


Bo zapewne tak było. Jace obudził Clary o piątej rano, a zakładam, że cała akcja z Cichymi Braćmi zamknęła się w maksymalnie trzech godzinach, przy czym jest to założenie pełne dobrej woli odnośnie przyjmowania na wiarę realiów, które przedstawia nam Cassie.


Podszedł do nich długim krokiem, patrząc na Jace'a i jak zwykle ignorując Clary.


Podziwiam go za to, ja bym się nie umiała powstrzymać od patrzenia na nią jak na szkodnika.


- Izzy jest w drodze. Przyprowadzi Przyziemnego.
- Simona? - zdziwił się Jace. - A skąd on się wziął?
- Zjawił się z samego rana. Pewnie nie mógł wytrzymać bez Izzy. Żałosne.


Jestem pod wrażeniem, że Jace użył imienia Simona i język nie obrócił mu się po tym w pył. Nie jestem za to pod wrażeniem wniosków, jakie wysnuł Alec. Widząc Simona i Clary choć przez chwilę razem, sama bym w życiu nie uwierzyła, że nasz Padawan Friendzone’a przyszedł, martwiąc się o kogoś, kto traktuje go jak prywatną wycieraczkę.


Alec mówił z takim rozbawieniem, że Clary miała ochotę go kopnąć.


Albowiem łamał święte prawo każdego porządnego opkolandu: obrażać Tego Trzeciego mogą jedynie pierwsze dwa boki Trójkąta Miłosnego.


Gdy stanęli pod frontowymi drzwiami, jeden z mężczyzn się wyprostowała Clary dostrzegła jego twarz pod kapeluszem. Skórę miał ciemnoczerwoną, paznokcie u rąk niebiesko - czarne. Clary zesztywniała na ten widok, ale Jace i Alec nie wyglądali na zaniepokojonych.


Nie do końca wiem, co ją tak zdumiało. Dotychczas zadziwiająco spokojnie przyjmowała wszystkie nowiny na temat istnienia innego świata, a teraz zobaczyła faceta z kolorową skórą i pomalowanymi paznokciami. Usłyszeć o istnieniu wróżek, wampirów i tym podobnych? Spoko. Ale kolorowa skóra? Szok i niedowierzanie! Seems legit.


- Kto to był, Jace? - wyszeptała Clary, kiedy drzwi zamknęły się za nimi.
- Masz na myśli Clancy'ego? Odstrasza niepożądanych gości.


Powtórzę się, ale nie trzeba mieć chyba ogromnej wiedzy o Podziemiu, aby domyślić się, że czerwony pan jest kimś w rodzaju ochroniarza?


- On jest demonem! - syknęła Clary.


Ach, o to jej chodzi. Ciężko było jej połączyć fakty, że Pożeracz i Pan Ośmiorniczka nie muszą wyglądać tak samo, aby obaj mogli być demonami, ale teraz kolorowa skóra to wystarczający powód do uznania kogoś za potwora. Nic to, że Jace i Alec są spokojni, najwidoczniej Clary też nie ma najlepszego zdania o ich kompetencji.


Kilku klientów obejrzało się na nią. Chłopak ze sterczącymi niebieskim dredami, siedzący obok pięknej hinduskiej dziewczyny o długich czarnych włosach i złotych skrzydłach, które wyrastały jej z pleców i wyglądały jak głazy, łypnął na nią ponuro, marszcząc brwi.


Clary, wspomniana dziewczyna też jest demonem, czy może jest na to za ładna? Bór mi świadkiem, że nasza hirołina nigdy z miejsca nie oskarży o złe zamiary kogoś atrakcyjnego. No, oprócz Lightwoodów, wszak etat Scary Sue do czegoś zobowiązuje, nawet dzielony na pół.


Clary była zadowolona, że restauracja jest prawie pusta.


Gdybyś teatralnie nie szeptała, moja droga, nie musiałabyś się tym przejmować.


- Nie - powiedział Jace, wślizgując się na siedzenie.
Clary chciała usiąść obok niego, ale uprzedził ją Alec, więc usadowiła ostrożnie naprzeciwko nich; ramię nadal miała sztywne mimo zabiegów Jace'a.


Okej, przyjmijmy na moment, że Clary wcale nie upadła na rękę, zdzierając sobie nieco skóry. Przyjmijmy, że to rzeczywiście na tyle poważne obrażenia, aby sikała z rany krwią niczym fontanna w „Bizancjum”. Dlaczego więc Jace, teraz już WIEDZĄC, że Clary nie jest Przyziemną, nie uleczył jej runą? Przecież nic by się jej nie stało! Chyba że z taką pewnością to się nie opłaca, nie ma tej adrenalinki, dreszczyku emocji – przemieni się w Wyklętą, nie przemieni…
+ Z niewiadomych przyczyn, drogę Clary i Aleca do stolika wizualizuję sobie jakoś tak:


tumblr_n9h0geomnl1rmbhf9o1_500.gif
(Płowy puchar to nie to samo, co złoty, ale powalczyć chyba warto, przynajmniej zdaniem niektórych).


Czuła się pusta w środku i lekka, jakby Cisi Bracia wygarnęli z niej wnętrzności.


Clary, śmiem twierdzić, że to nie przez Cichych Braci jesteś pusta w środku, ale to okazja na inną dyskusję.


- Clancy jest ifrytem - wyjaśnił Jace. - To czarownicy pozbawieni magicznej mocy. Półdemony, które nie potrafią rzucać czarów.


Czarownicy pozbawieni magicznej mocy, mówisz…


tumblr_inline_n02z9oaHh41rguask.gif


Przynajmniej już wiemy, dlaczego Filch miał taki paskudny charakter. Demoniczna krew dawała się we znaki.
+ Cassie, ale jak to półdemony? Zaledwie w rozdziale siódmym twierdziłaś, że czarownicy mają DWOJE demonicznych rodziców i stąd bierze się ich moc. Czyżby ifryty nie potrafiły czarować, ponieważ posiadają jedynie połowę demonicznych genów? Ależ skąd! Każdy czarownik, wliczając również Magnusa Bane’a, ma zaledwie jednego rodzica z piekieł rodem. Zapomnieć, co się pisało na przestrzeni zaledwie czterech rozdziałów – to już swego rodzaju sztuka.
+ Zakładam, że knajpa jest ukryta przed osobami, które nie posiadają Wzroku, przed kim więc ma chronić ifryt? Innymi Dziećmi Nocy? Trochę bez sensu, skoro jedyną przewagą czarowników nad sprawniejszymi fizycznie wilkołakami, wampirami, a nawet faerie, jest właśnie magia. Może Cassie też doszła do tego wniosku, ponieważ później ifryty gdzieś giną w akcji i nigdy już żadnego nie spotkamy.


Clary przegląda menu, w którym jej uwagę zwracają niecodzienne specjały, a Jace ostrzega, żeby nie zamawiała niczego magicznego.


- Nie zamawiaj żadnego czarodziejskiego jedzenia - ostrzegł Jace, patrząc na nią znad swojego menu. - Od niego ludzie czasami wariują. W jednej chwili wcinasz zaczarowaną śliwkę, a w następnej biegasz goła po Madison Avenue z rogami na głowie. - Po chwili dodał pospiesznie: - Tylko nie pomyśl, że ja to robiłem.


Zazwyczaj naprawdę nie bawią mnie Elemęty Komiczne polegające na tym, że postać w stanie takiego lub innego upojenia publicznie gania bez ubrań, jednak mam dziwne przeczucie, iż w przypadku Jacusia ubawiłabym się setnie.


Alec się roześmiał.
- Pamiętasz...
W historii, którą zaczął snuć, było tyle tajemniczych nazw i nieznanych imion, że Clary nawet nie próbowała jej śledzić.


Wiecie co? Próbowałam się postawić w sytuacji Clary, z jej obecnymi informacjami na temat świata przedstawionego, ale prawda jest taka, że na ten moment wiemy praktycznie wszystko, co stanowi podstawę wiedzy o podziemnym Nowym Jorku. Serio, myślałam, myślałam i nie potrafiłam wymyślić, jakimi to niezwykłymi nazwami musiałby rzucać Alec, żeby Clary nie miała zielonego pojęcia, o czym mowa. Co więcej, Jace i spółka nie mają w gruncie rzeczy zbyt wielu znajomych – wchodzenie w bliższe kontakty z Podziemnymi to wszak bratanie się z plebsem, a przez nowojorski Instytut nie przewijają się tabuny Nocnych Łowców w ich wieku – więc nie wiem, skąd nagle wziął się ten natłok nieznanych imion. Mówię to wszystko z perspektywy osoby znającej całą serię, podczas gdy Cassie, pisząc powyższy fragment, wiedziała jedynie, że wyda trylogię. Co próbuję udowodnić swoim przydługim dowodem? Zamieszczony cytat to nie tyle niekulturalne zachowanie Aleca, który nie próbuje nawet sprawić, by Clary nie poczuła się wykluczona z rozmowy (choć, w gruncie rzeczy, nie wyklucza jej, przecież mogłaby zapytać, o co chodzi – jeśli nie on, Eklarce odpowiedziałby Płowy Buc), ile zwykłe dorabianie chłopakowi gęby przez autorkę.


Obserwując Aleca, zwróciła uwagę na jego ożywienie, na niemal gorączkową energię, której wcześniej w nim nie widziała. W obecności przyjaciela wyraźnie się zmienił. Gdyby miała narysować ich razem, Jace byłby lekko zamazany, natomiast Alec wyraźny i ostry, same kąty i czyste płaszczyzny.


Wowowow, Alec, Clary Sue nie odmawia ci prawa do entuzjazmu! I to nawet wynikającego z czegoś innego niż upokarzanie bliźnich! No tak, SPOILER przecież w następnym odcinku poznamy twojego przyszłego ukochanego, a w świecie YA tylko pozytywni bohaterowie mają prawo do szczęścia w miłości.


Jace patrzył na Aleca, uśmiechał się lekko i stukał paznokciem w szklankę wody. Clary wyczuł, że myśli o czymś innym. Nagle ogarnęło ją współczucie dla Aleca. Niełatwo było lubić Jace'a.


Czy to jest… krytyka skierowana w stronę atomowej bucery Jacusia?


tenor.gif


Kochani, ostrożnie, bo jeszcze spłoszymy ten jakże rzadki przebłysk normalności! Nawiasem mówiąc, Clary, rogaliczku maślany, że też ci jakoś nie przeszło przez myśl, że wcale się od Jace’a nie różnisz… W sumie bardziej autorce, ale czego ja oczekuję po kobiecie, której pamięć najwyraźniej sięga maksymalnie rozdział wstecz.


Śmiałem się z was, bo bawią mnie wasze deklaracje miłości, zwłaszcza nieodwzajemnionej”.


Eee… A co to ma niby do rzeczy? Jace powiedział to w kontekście nieudolnych prób Simona, by wyznać ci uczucie. Skoro przywołujesz to w tej sytuacji, najwyraźniej jesteś świadoma pewnej alegorii (co potwierdza moją teorię o tym, że Clary jedynie NIE CHCE widzieć względów swojego w teorii najlepszego kumpla), ale… What? Jasne, błądzenie gdzieś myślami, kiedy twój przyjaciel do ciebie mówi, nie jest szczególnie miłe, ale to skojarzenie jest, za przeproszeniem, z dupy. No ale OSZYYYWIŚCIE potrzebujemy SPOILER kolejnego foreshadowingu.


Jace spojrzał na nadchodzącą, kelnerkę i zapytał, przerywając Alecowi w pół zdania:
- Dostaniemy wreszcie kawę?
Przyjaciel umilkł. Raptem opuścił go cały entuzjazm.


Dżizas krajst, chyba jednak znaleźliśmy kogoś, kto odbiera Eklarce tytuł „Najgorszy Ziomek Na Dzielni (I W Całej Galaktyce).


- Dla kogo to całe surowe mięso? - wtrąciła się pospiesznie Clary, pokazując na trzecią stronę karty.


Czy to miało ratować atmosferę? Bo nie ratuje.


- Dla wilkołaków - odparł Jace. - Choć sam też nic mini nic przeciwko krwistemu stekowi od czasu do czasu. - Sięgnął przez stół i Przekartkował menu Clary. - Ludzkie jedzenie jest na końcu.
Clary z rosnącym zdumieniem przejrzała całkiem zwyczajny wybór dań.
- Mają tu koktajle owocowe?


Nie, żeby Jace ci już nie dał do zrozumienia, że można tu zamówić całkiem zwyczajne dania… Jak widać, krew Clave rzeczywiście jest w pannie Fray silna, bo nie potrafię tego odebrać inaczej niż „to te dziwadła też jedzą to, co my?”. Clary, skoro twój Wkrótce-Misiaczek zabronił ci zamawiać magiczne dania to o co twoim zdaniem miałaś poprosić? Szklankę wody?


Do (nie)wesołej gromadki dołączają Izzy i Simon.


Clary usiadła pod samą ścianą, tak że czuła zimne cegły przyciśnięte do ramienia. Simon zajął miejsce obok Isabelle i posłał przyjaciółce lekko zakłopotany uśmiech. Clary go nie odwzajemniła.


A potem znów będzie angstować, kiedy straciła Simona i jakie to niesprawiedliwe…


tumblr_olh2zcaYfc1vpd0nco1_500.gif


- Musisz go koniecznie spróbować.
Clary nie była pewna, czy Isabelle mówi do niej, czy do Simona, więc nie odpowiedziała. W twarz łaskotały ją włosy Isabelle o zapachu wanilii. Clary zebrało się na kichanie.
Nienawidziła waniliowych perfum. Nigdy nie rozumiała, dlaczego niektóre dziewczyny chcą pachnieć jak deser.


Ale oczywiście spytanie, czy Isabelle może zabrać włosy, jest poniżej godności Clary Sue. Lepiej kontynuować „Other Girls: The Thrilling Saga”. Poważnie, gdyby ktoś kazał mi napisać charakterystykę Clarissy Fray, myślę, że wystarczyłoby tylko przemalować kolory włosów na tym obrazku:


tumblr_o87rdmzEcy1s4sjtlo1_500.jpg
(Są nawet różowe klapki i okulary przeciwsłoneczne! I biodrówki!)


- Jak poszło w Mieście Kości? - zapytała Isabelle, otwierając menu. - Dowiedzieliście się, co siedzi w głowie Clary?
- Mamy nazwisko - zaczął Jace. - Magnus...
- Zamknij się - syknął Alec i uderzył go kartą dań po ramieniu.
- Jezu! - Jace z urażoną miną pomasował ramię. - W czym problem?
- Wiesz, że tu aż się roi od Podziemnych, więc postaraj się zachować szczegóły naszego śledztwa w sekrecie.
- Śledztwa? - Isabelle się roześmiała. - Zostaliśmy detektywami? Może powinniśmy wszyscy wybrać sobie pseudonimy.


Ta dwójka przehype’owanych pacanów naprawdę zginęłaby bez Aleca już na pierwszej misji. Zaledwie wczoraj ostatecznie utwierdzili się w przekonaniu, że Valentine zapewne powrócił i nie mają pojęcia, czy jacyś Podziemni nie zostali zmuszeni, aby dla niego szpiegować lub czy nie siedzi tu jakiś członek Kręgu, którego szkarłatna pelerynka akurat wylądowała w praniu. Knajpa dla Dzieci Nocy to naprawdę ostatnie miejsce, w którym powinni głośno rozmawiać na jakikolwiek temat związany z tajemnicami Clary i jej rodziny.


- Dobry pomysł - uznał Jace. - Ja będę baronem Hotschaft von Hugenstein.
Alec wypluł wodę z powrotem do szklanki.


I wtedy brat Jeremiasz wstał z kozła i zaczął klaskać, a karoca śmiała się i dokazywała razem z nami.


W tym momencie zjawiła się kelnerka, żeby przyjąć zamówienie. Z bliska okazała się ładną blondynką o niepokojących oczach: jednolicie niebieskich, bez białek i źrenic.
- Już wybraliście?
Jace uśmiechnął się szeroko.
- To co zwykle.
Kelnerka odwzajemniła uśmiech, pokazując ostre, małe zęby.
- Ja też - powiedział Alec, ale na niego dziewczyna nawet nie spojrzała.


No pewnie, w końcu w stadzie może być tylko jeden samiec alfa, który zgarnia wszystkie samice. Nie dziwmy się Alexandrowi, że korzysta z każdej okazji, by zadrwić z Simona – to dla niego jedyna szansa na wspięcie się powyżej ostatniego ogniwa łańcucha pokarmowego.


Kelnerka odchodzi, a Jace każe Alecowi się odsunąć, by mógł wstać.


Przyjaciel odsunął się z ponurą, miną. Jace podszedł do Kaelie, która stała oparta o bar i przez drzwi rozmawiała z kucharzem. Clary widziała tylko jego głowę w wysokim białym czepku. Przez otwory wycięte z boków wystawały długie, kosmate uszy.
Kiedy Jace objął Kaelie, przytuliła się do niego i uśmiechnęła. Ciekawe, co miał na myśli, mówiąc o poszanowaniu jej prywatności.


O rany, więc jednak Jacuś nie traktuje pogardliwie każdej napotkanej kobiety? Clary, ty szczęściaro, ależ cię zaszczyt kopnął.
+ Ja wiem, to ma nam pokazać, jaki z Płowego Buca jest chodliwy towar, kobieciarz i te sprawy… Jednak Cassie z niewiadomych powodów upiera się już teraz dawać nam aluzje subtelne niczym wjeżdżający do salonu czołg, że Jace zaczął coś do Eklarki czuć. Te wszystkie łagodne błyski w oku, nagłe zmiękczanie tonu i nieudolnie napisane flirty… Dlaczego więc na jej oczach przytula inną dziewczynę? Nie pytam nawet, dlaczego zapewne bawi się uczuciami Kaelie, bo przecież Cassie nie przejmuje się statystami, skoro nawet reszta głównych bohaterów poza Clary i Jacusiem jej nie obchodzi.


Isabelle wywróciła oczami.
- Naprawdę nie powinien spoufalać się z kelnerkami.


Masz rację, Isabelle – kto to widział, żeby panicz zadawał się z klasą robotniczą, phi!


Alec spojrzał na siostrę.
- Chyba nie myślisz, że on tak na serio? To znaczy, że ją lubi.
Isabelle wzruszyła ramionami.
- To Podziemna - powiedziała krótko, jakby ten fakt wszystko wyjaśniał.


Isabelle?


tenor.gif


- Nie rozumiem - odezwała się Clary. Dziewczyna spojrzała na nią bez zainteresowania.
- Czego nie rozumiesz?
- Tej całej historii z Podziemnymi. Nie polujecie na nich, bo nie są demonami, ale nie są również ludźmi. Wampiry zabijają, piją krew...


…Clary?


tenor.gif


Poza tym, wbrew temu, co twierdzi Jace, on i reszta Nocnych Łowców NIE SĄ ludźmi. Są Nefilim, w ich żyłach krąży krew śmiertelników ORAZ aniołów. Ty też nie jesteś człowiekiem. Czy to znaczy, że mogę zakupić giwerę i rozpocząć polowanie na ciebie?


(…)Wampiry zabijają, piją krew...
- Tylko złe wampiry wysysają krew z żywych ludzi - wtrącił Alec. - A te możemy
zabijać.
- A czym są wilkołaki? Przerośniętymi szczeniakami?
- One zabijają demony - wyjaśniła Isabelle. - Wiec jeśli nie sprawiają nam kłopotów,
my też zostawiamy je w spokoju.
To tak, jak pozwalać żyć pająkom, bo zjadają komary, pomyślała Clary.


I po raz trzeci:


tenor.gif


Panie i panowie, nasza protagonistka w całej okazałości. Urodzony z niej Nocny Łowca.


- Więc Podziemni są dostatecznie dobrzy, żeby żyć, dostatecznie dobrzy, żeby przygotowywać wam jedzenie, dostatecznie dobrzy, żeby z nimi flirtować... ale tak naprawdę niewystarczająco dobrzy? To znaczy, nie tak dobrzy jak ludzie.


Clary, odpuść sobie ten rozkosznie moralizatorski ton, to ty porównałaś Podziemnych do pająków i byłaś szczerze zdumiona, że mogą jeść to samo, co my. Przemawia przez ciebie niewiele mniej pogardy niż przez Isabelle czy Jace’a, a w przeciwieństwie do nich nie zostałaś wychowana w przeświadczeniu o absolutnej wyższości swojego gatunku nad innymi człekokształtnymi. Właściwie to, jak kilkakrotnie zauważyłam, zapewne w ogóle nie zostałaś wychowana, ale to szczegół.


- Są inni niż ludzie - podsumował Alec.
- Lepsi od Przyziemnych? - zapytał Simon.
- Nie - odparła Isabelle zdecydowanym tonem. - Można zmienić Przyziemnego w Nocnego Łowcę. My też od nich pochodzimy. Ale nie da się przyjąć Podziemnego do Clave. Nie wytrzymują mocy runów.


Innymi słowy, dla Nocnych Łowców hierarchia ważności przedstawia się tak:
  1. Oni sami.
  2. Pogardzani i wyśmiewani przez nich Przyziemni.
  3. Podziemni.
+ Skoro można zmienić Przyziemnego w Nocnego Łowcę (choć, jak wiemy z poprzedniego rozdziału, to ryzykowne i nie powinno się tego próbować), to dlaczego ciągle mówicie o nich jakby byli opóźnieni?
+ Nie, jakoś nie kupuję, że wasza źle skrywana pogarda dla Podziemnych bierze się jedynie z faktu, że nie mogą przyjąć run.


- Więc są słabi? - spytała Clary.
- Tego bym nie powiedział. - Jace wsunął się z powrotem na swoje miejsce obok Aleca. Włosy miał zmierzwione, na jego policzku został ślad szminki. - Przynajmniej, jeśli chodzi o peri, dżiny, ifryty i Bóg wie co jeszcze. - Uśmiechnął się promiennie, bo zjawiła się Kaelie z zamówionym jedzeniem.


Ja nadal nie jestem w stanie sobie wyobrazić, jaką moc mogą mieć ifryty, skoro oprócz magii jedyną bronią charakterystyczną dla czarownika może być jego Znak Demona, a w przypadku ifrytów ogranicza się on do czerwonej skóry i kolorowych paznokci.
+ Autorka po raz kolejny rzuca jak największą ilością fajnych nazw, ale w gruncie rzeczy jej uniwersum jest dosyć ubogie. Poza Clancym widzimy GDZIEKOLWIEK zaledwie jednego ifryta, i to w „Diabelskich Maszynach”, nigdy nie zobaczymy nawet pół dżina, a czym są peri – nie mam pojęcia. Cassie nigdy nie wysila się, aby wytłumaczyć czytelnikowi, jaka jest różnica pomiędzy choćby elfem a nimfą (nasi Nocni Łowcy spierają się wcześniej, którym z wymienionych jest Kaelie). Nic jej to zresztą nie obchodzi i wszystkich Podziemnych, którzy nie są ani wampirami, ani wilkołakami, ani czarnoksiężnikami, określa po prostu jako faerie. Po co rzucać wieloma nazwami, skoro w świecie przedstawionym nic się za nimi nie kryje? No, poza oczywistą odpowiedzią: żeby było cool i edgy.


Clary uważnie przyjrzała się swoim naleśnikom. Wyglądały fantastycznie: złotobrązowe, polane miodem. Spróbowała kawałek patrząc w ślad za Kaelie, która oddalała się, kołysząc się na wysokich obcasach.


Pewnie różowych. Zgadłam?


- Właśnie - poparł go Jace i spojrzał na Clary. - Nasza niechęć nie jest jednostronna. Może nie zawsze lubimy Podziemnych, ale oni nas też nie lubią. Kilkaset lat Porozumień nie jest w stanie wymazać tysięcy lat wrogości.


giphy.gif


Jacusiu, może czegoś nie łapiesz, więc pozwól, że powtórzę po raz kolejny: to Podziemni was stworzyli, a wy traktujecie ich jak kogoś gorszego o co najmniej kilka sortów.
+ Jak słusznie zauważyła pod poprzednim rozdziałem Alysanne – tysiące lat? Od kiedy kilka wieków to tysiące lat? Czyżby Hodge stawiał wpajanie młodzieży propagandy ponad naukę matematyki?


- Ona na pewno nie wie, co to są Porozumienia - odezwała się Isabelle znad szklanki.
- Wiem - oświadczyła Clary.
- A ja nie - wtrącił Simon.
- Owszem, ale nikogo to nie obchodzi. - Jace obejrzał frytkę zanim wsadził ją do ust.


Nie mogę oczekiwać od Isabelle, by broniła Simona, wszak nie za to się jej płaci jako Scary Sue, ale siedzi tu jeszcze PRZYJACIÓŁKA naszego Padawana Friendzone’a. Dosyć świeżo po wczorajszym z rzyci wziętym ataku angstu, że jej biefefek się od niej oddala. Czy rzeczona drama queen, której WCALE nie pokazuję palcem, zamierza w ogóle zareagować?


tumblr_maw3etNY161qgf1i8o1_500.gif
(Nawet Bilbo zaniemógł przez ten bucoromans).


- Lubię towarzystwo niektórych Podziemnych, ale tylko czasami i w określonych sytuacjach.


Patrząc na tę pokazówkę z Kaelie, mam do dodania tyle:


tenor.gif


Nie jesteśmy zapraszani na te same przyjęcia.


Cóż, skoro Nocni Łowcy nie są zapraszani na żadne przyjęcia Podziemnych, a nasze misiaczki nie będą się przecież pospolitować z Przyziemnymi, to… W gruncie rzeczy Clary, stała bywalczyni Pandemonium, ma większe pojęcie od nich o imprezowaniu, ale to taka uwaga na marginesie. Samej autorce nigdy nie wpadła do głowy, zapewniam.


- Zaczekaj. - Isabelle nagle usiadła prosto. - Jak brzmiało to nazwisko? To w głowie Clary.
- Ja go nie wymieniłem - odparł Jace. - A przynajmniej nie dokończyłem. Magnus Bane.


Chciałam tu coś napisać, ale spojrzałam na swój pierwszy wywód na temat rozmawiania głośno o tym, czego gołąbeczki dowiedziały się w Mieście Kości i właściwie nie mam nic do dodania. Wiem, że dzisiejsza analiza w sposób niekontrolowany obrasta w gify, ale czasem słowa nie wystarczą, by oddać ogarniającą człowieka niemoc. Zatem:


tumblr_inline_olwtp1HeiL1t8j4g9_500.gif


- To chyba niemożliwe... Ale właściwie jestem prawie pewna... - Isabelle sięgnęła do portmonetki i wyjęła z niej złożony kawałek niebieskiego papieru. Rozwinęła go. - Spójrzcie.
Alec wyciągnął rękę po kartkę, przebiegł ją wzrokiem i podał Jace'owi, wzruszając ramionami.
- To zaproszenie na przyjęcie. Gdzieś w Brooklynie. Nienawidzę Brooklynu.


Alecu, cenię sobie twoją osobowość godną Grumpy Cata, gdyż to jedyne co powstrzymuje cię od dołączenia do Kółka Adoracji Clary Sue, ale nie pozwól, aby przyćmiła ci logiczne myślenie. Twoje osobiste preferencje nie mają wielkiego znaczenia, gdy próbujecie rozwiązać problem.


- Nie bądź takim snobem - skarcił go przyjaciel.


Powiedział facet lasnujący się na swoją niechęć do bergamotki.


- Skąd to masz, Izzy?
Dziewczyna niedbale machnęła ręką.
- Od tamtego kelpie z Pandemonium. Miał ich cały plik. Mówił, że będzie świetnie.


To by było na tyle w kwestii „nie jesteśmy zapraszani na te same przyjęcia”. Kelpie (w przeciwieństwie do Pana Ośmiorniczki, który wszak nie spodziewał się w klubie Nocnych Łowców) bez problemu mógł rozpoznać, że Izzy jest Nocnym Łowcą, a mimo to wcisnął jej ulotkę na imprezę dla Podziemnych. Bo przecież Cassie nie chciała nam dać chyba do zrozumienia, że zaproszeń nie otrzymuje konkretnie Płowy Buc?


- Co to jest? - zapytała Clary niecierpliwym tonem. - Pokażecie nam wreszcie czy nie?
Jace obrócił kartkę tak, żeby mogli ją przeczytać. Zaproszenie wydrukowane na cienkim papierze podobnym do pergaminu, pokryte drobnym, eleganckim, pajęczym pismem.
Czarownik Magnus Wielki wydawał przyjęcie w swoim skromnym domu i obiecywał gościom „cudowny wieczór nieziemskich rozkoszy”.


Niestety kochani, ja nie mogę obiecać wam tego samego, choć za tydzień naprawdę spotkamy wreszcie Magnusa.


- Magnus - przeczytał Simon. - Jak Magnus Bane?
- Wątpię, czy na tym obszarze metropolitalnym jest wielu czarowników o imieniu
Magnus - odparł Jace.
- Czy to znaczy, że musimy iść na to przyjęcie? - spytał Alec.


Nie, żeby akcja miała dzięki temu nabrać rozpędu, ale TAK, bo wreszcie COKOLWIEK zacznie się w tej książce dziać.


- Niczego nie musimy - powiedział Jace, czytając drobny druk na zaproszeniu.


– Coś tam przebąkiwałem o pomocy w odnalezieniu matki Clary, ale jakoś mi się odechciało, horoskop odradza wychodzenie z domu…


- Ale z tego, co tu jest napisane, wynika, że Magnus Bane to Wysoki Czarownik Brooklynu. -
Spojrzał na Clary.


…zaraz. Cassie, czyli ty mi NAPRAWDĘ wmawiasz, że czynni Nocni Łowcy działający w Nowym Jorku nie mieli pojęcia, kto jest Wysokim Czarownikiem Brooklynu? Ręce mi opadły. Nogi mi opadły. Resztę analizy muszę pisać nosem, bo kończyn już nie uniosę.


Przyjęcie rozpoczynało się dopiero po północy, więc musieli coś zrobić z całym dniem. Jace i Alec zniknęli w sali z bronią, a Isabelle oznajmiła, że wybiera się z Simonem na spacer do Central Parku, żeby pokazać mu baśniowe kręgi. Przyjaciel zapytał Clary, czy chce iść z nimi, a ona, tłumiąc morderczą wściekłość, odmówiła pod pozorem zmęczenia.


Oho, najwidoczniej wewnętrzna dresiara wybudziła się ze snu i znów jest na chodzie. Szczerze mówiąc, nie dopatrywałabym się złośliwości akurat w pominięciu Clary przez Isabelle. Może ktoś (np. sama Eklarka) zapomniał, ale pannę Fray poza Instytutem już dwukrotnie zaatakowały potwory,  Valentine wie o jej istnieniu, a wczoraj w dodatku zemdlała, więc ograniczenie wypadów Clary Sue na zewnątrz byłoby dobrym pomysłem. No ale Isabelle to wszak Scary Sue #1, więc trzeba w duchu pożałować zaniechania planów wylania jej wrzątku na głowę.


Właściwie nie skłamała. Naprawdę była wyczerpana po zbyt wczesnej pobudce, a poza tym jeszcze nie całkiem doszła do siebie po zatruciu demonicznym jadem.


…pierwsze słyszę, ale niech jej będzie. Grunt, że autorka w ogóle sobie o tym przypomniała, skoro dotychczas Clary hasała beztrosko, pozbawiona jakichkolwiek skutków ataku demona i trzydniowej śpiączki.


Eklarka próbuje zasnąć, ale nie może z powodu nadmiaru wrażeń. W związku z tym wstaje, aby znaleźć Hodge’a. Poszukiwania zaczyna, rzecz jasna, od biblioteki, tam jednak nikogo nie ma. Nasza heroina dostrzega za to księgę, z której nasz Ni-To-Dumbledore-Ni-To-Snape odczytywał wcześniej przysięgę Kręgu.


Spomiędzy stronic coś się wysunęło i sfrunęło na podłodze u jej stóp. Clary schyliła się i zobaczyła, że to złożona fotografia. Podniosła ją i wygładziła w zamyśleniu.
Zdjęcie przedstawiało grupę młodych ludzi, niewiele starszych od niej. Clary zorientowała się, że zrobiono je dwadzieścia lat temu, ale nie z powodu ubrań - które, jak u większości Nocnych Łowców, były czarne i nie rzucające się w oczy - tylko dlatego, że od razu rozpoznała matkę. Jocelyn, siedemnastoletnia miała włosy długie do połowy pleców i trochę okrąglejszą twarz, z mniej wyraźnie zarysowanym podbródkiem i ustami. Wygląda zupełnie jak ja, pomyślała oszołomiona Clary.


Fstshonsajonce. Skoro Clary natychmiast rozpoznała matkę to znaczy,  że Jocelyn mimo wszystko nie różniła się znacząco od obecnej siebie, skąd więc te wszystkie marudzenia z rozdziału drugiego, jaka to pani Fray jest piękna, a jej córka ani trochę?


Jocelyn obejmowała ramieniem jakiegoś chłopca. Ten widok wstrząsnął Clary do głębi. Nigdy nie przyszło jej do głowy, że matka mogła chodzić z kimś innym niż jej ojciec, bo Jocelyn nie umawiała się z mężczyznami ani nie wydawała się zainteresowana romansami.


…naprawdę wychowana w XXI wieku nastolatka mogła sądzić, że jej matka nie randkowała w młodości z nikim poza jej ojcem?
+ Najwidoczniej powinnam uświadomić wszystkich ludzi, których obejmuję na zdjęciach ramieniem, co nas rzeczywiście łączy.


Pod tym względem różniła się od innych samotnych kobiet, które na różne sposoby szukały tatusiów dla swoich dorastających dzieci. Na przykład, matka Simona umieściła swój profil na JDate.


Nie chcę wtrącać do analiz prywaty, ale mam rozumieć, że jeśli moja rodzicielka sobie nikogo nie szukała przez ostatnie kilkanaście lat, to w rzeczywistości jest Nocnym Łowcą na gigancie? Chyba muszę z nią poważnie porozmawiać.
+ Subtelny pocisk po Simonie (w tym wypadku jego matce) zawsze w cenie.


Chłopak był przystojny, o włosach tak jasnych, że prawie białych, i czarnych oczach.
- To Valentine, kiedy miał siedemnaście lat.


Mroczny szaleniec, który za młodu był niezłym ciachem? Brzmi znajomo. Znowu.


Clary aż podskoczyła, omal nie upuszczając fotografii. Hugo obudził się i zakrakał gniewnie, strosząc pióra.
W drzwiach stał Hodge i patrzył na nią z zaciekawieniem.
- Przepraszam - bąknęła Clary, odkładając zdjęcie na biurko i cofając się pospiesznie. - Nie zamierzałam myszkować w pańskich rzeczach.


Ludzie kartkujący cudze książki pod nieobecność właścicieli zazwyczaj nie mają takiego zamiaru, prawdaż.
+ Pamięta ktoś jeszcze, że biurko stało na środku BARDZO DUŻEJ biblioteki? Hodge ma niezły wzrok, skoro z tej odległości zdołał dostrzec, na którą postać na zdjęciu Clary patrzy konkretnie.


- Nic się nie stało. - Hodge przeszedł przez pokój i dotknął fotografii pomarszczoną, pokrytą bliznami ręką, dziwnie kontrastującą z nienagannymi mankietami tweedowej marynarki.


Ja rozumiem stresy, wiele przeżyć, ale na litość bora! Ten facet nie ma nawet czterdziestki, a autorka opisuje go jak zgrzybiałego starca.


Białowłosy chłopak uśmiechał się do Jocelyn, mrużąc oczy w sposób, który świadczył o tym, że naprawdę ją lubi. Na Clary nikt tak nigdy nie patrzył.


Ależ oczywiiiiiiście.


tenor.gif


Valentine ze swoją twarzą o delikatnych rysach zupełnie nie przypominał jej roześmianego ojca o płomiennych włosach, które po nim odziedziczyła.


Eee… co? Clary odziedziczyła rude włosy po matce, a zdjęcie jej ojca w mieszkaniu Frayów przedstawiało BLONDYNA. Cassie, tym razem coś ci się poważnie pomerdało i mieszasz w to jeszcze Artura Weasleya?


- Valentine wygląda... całkiem miło.
- Nie był miły - powiedział Hodge z krzywym uśmiechem. - Ale był czarujący, bystry i bardzo elokwentny.


W świetle poczynań tego bohatera mogę rzec tyle: he. He. HE.


Rozpoznajesz kogoś jeszcze?
Clary jeszcze raz przyjrzała się fotografii. Na lewo od Valentine'a stał chudy chłopak z szopą, jasnobrązowych włosów. Miał długie ręce i niezgrabną sylwetkę, świadczące o tym, że jeszcze rośnie. - To pan?
Hodge pokiwał głową.
- I...?
Clary musiała wpatrywać się w zdjęcie przez dłuższą chwilę, zanim dostrzegła coś znajomego w chłopcu tak młodym, że prawie nierozpoznawalnym. W końcu zdradziły go okulary i oczy jasnoniebieskie jak morska woda.
- Luke.
- Lucian. Ci tutaj... - Hodge nachylił się nad zdjęciem i pokazał parę eleganckich, ciemnowłosych nastolatków. Dziewczyna, o pół głowy przerastająca chłopaka, miała rysy ostre i drapieżne, niemal okrutne. - To Lightwoodowie. A tu... - Zwrócił uwagę na przystojnego młodzieńca o kręconych ciemnych włosach, kwadratowej szczęce i rumieńcach na twarzy. - Michael Wayland.


Z czymś wam się kojarzy ta scena? Jak na kogoś, kto w swoim fanfiku zignorował tomy 5-7, Cassie na razie namiętnie kopiuje szczególnie tom piąty sagi pani Rowling. Przecież ta scena jest wręcz przepisana z fragmentu, w którym Moody pokazuje Harry’emu fotografię wszystkich członków Zakonu Feniksa. Mało wam?


- To fotografia szkolna?
- Nie. To zdjęcie Kręgu zrobione w chwili jego powstania. Dlatego Valentine, jako przywódca stoi z przodu, a Luke, zastępca, po jego prawej stronie.


Tylko czekać, aż Hodge szturchnie widoczny na zdjęciu rząd Nocnych Łowców palcem, żeby się przesunęli.


Clary po raz kolejny oburza się, że nie rozumie, dlaczego jej matka należała do Kręgu i żąda wyjaśnień.


- Porozumienia nigdy nie miały poparcia całego Clave. Zwłaszcza najstarsze rody były przywiązane do dawnych czasów, kiedy Podziemnych po prostu się zabijało.


…nie powiem, Podziemni musieli się poczuć nieźle zrobieni w konia, gdy rasa stworzona dzięki nim uznała, że polowanie na demony to za mało i postawiła sobie za cel zaciukać również Dzieci Nocy. A potem takie Jacusie chrzanią coś o obustronnej niechęci. Sami zaczęliście, wy bando dwulicowych rasistów z kompleksem wyższości.


Nie tyle z nienawiści, ile dla poczucia bezpieczeństwa.


KURWAŻECO. Pardon my French, no ale KURWA, ŻE CO? Anioła. Przyzwał. Podziemny. Ponieważ. Podziemni. Sobie. Nie. Radzili. Ze. Wzmożonym. Napływem. Demonów. Jasne, na pewno nie wszyscy popierali ten pomysł, ale… Jakiego poczucia bezpieczeństwa, do wała pańskiego?! Czyjego?! Bandy nieudolnych Krzyżowców spojonych deszczówką z Kielicha Anioła?! To WY byliście świeżą rasą, obcą rasą, zaburzeniem porządku! Serio, jak Clare może nie rozumieć, co stworzyła?! Bo nie rozumie. Według niej Nocni Łowcy są wspaniali. NIGDY nie ulega prawdziwej zmianie pogardliwy stosunek Nefilim wobec Dzieci Nocy czy Przyziemnych. Jeśli ktokolwiek jeszcze powie mi, że ta książka nie jest zła to przysięgam, że dostanie ode mnie krzesłem. Obrotowym.


Łatwiej walczyć z zagrożeniem w postaci bezimiennej masy anonimowej grupy, niż z jednostkami, które trzeba ocenić każdą z osobna.


A co to ma w ogóle do rzeczy?! Mieliście walczyć przede wszystkim Z DEMONAMI. Widzisz różnicę, ty cholerna niedoróbo po najgorszym pedagogu świata?!


Poza tym większość nas znała kogoś, kto został ranny albo zabity przez Podziemnych.


Skoro wasi przodkowie zaczęli wyżynać Podziemnych, bo tak, to nic dziwnego, że Podziemni (mający trochę dłuższą pamięć od was) odpłacają pięknym za nadobne. Z punktu widzenia Dzieci Nocy musicie być plagą, która sami na siebie sprowadzili i teraz nie dość, że mają na karku demony, to jeszcze muszą użerać się z wami.


Nie ma to jak moralny radykalizm młodych.


Chyba raczej relatywizm.


Dziecku łatwo jest wierzyć w dobro i zło, jasność i mrok.


A potem dorasta i zaczyna rozumieć, że świat jest raczej pełen szarości niż czarno-biały, ale wasz gatunek do tego najwyraźniej nie dojrzał.


Valentine nigdy nie utracił swojego destrukcyjnego idealizmu ani zażartej nienawiści do wszystkiego, co uważał za „nieludzkie”.


Protoplaści gatunku pękają z dumy w zaświatach.


- Ale kochał moją, matkę - zauważyła Clary.
- Tak. Kochał twoją, matkę. I kochał Idris...
- Co takiego wspaniałego było w Idrisie? - Clary usłyszała burkliwy ton w swoim pytaniu.
- To był... jest dom Nefilim, gdzie mogą, być naprawdę sobą, miejsce, gdzie nie muszą, się ukrywać ani rzucać czarów.


Zaraz się wzruszę losem biednych, uciskanych Nefilim. Skoro tak kochacie Idris to się tam zamknijcie raz na zawsze i dajcie spokój reszcie świata.


Miejsce pobłogosławione przez Anioła. Nie możesz powiedzieć, że widziałaś prawdziwe miasto, dopóki nie zobaczysz szklanych wież Alicante. Jest piękniejsze, niż potrafisz sobie wyobrazić.


Jak wyżej.


Clary nagle przypomniała sobie swój niedawny sen.
- Czy w Szklanym Mieście odbywały się kiedyś... tańce?


A co, masz nadzieję zobaczyć Jace’a na żywo w stroju rodem z Eurowizji?


Hodge zamrugał, jakby obudził się ze snu.
- Co tydzień. Ja nigdy tam nie chodziłem, ale twoja matka tak. I Valentine. - Zaśmiał się cicho. - Byłem raczej typem naukowca. Całe dnie spędzałem w bibliotece w Alicante. Książki, które tu widzisz, to tylko niewielka część skarbów, jakie się w niej znajdują, . Myślałem, że wstąpię do Bractwa, ale po tym, co zrobiłem, oczywiście mnie nie chcieli.
- Przykro mi - bąknęła Clary.


A mi ani trochę. Jak widać, idee Kręgu były jasne od początku, więc smarkacz czy nie, Hodge wiedział, na co się pisze.


Jej umysł nadal wypełniały obrazy ze snu. Czy tam, gdzie tańczyli, stała fontanna z syreną? Czy Valentine był ubrany na biało, tak że moja matka nawet przez koszulę widziała Znaki na jego skórze?


Jeśli tak to musiał mieć naprawdę mnóstwo szacunu na dzielni, skoro nikt nie wyśmiał jego kostiumu rodem z garderoby łyżwiarza figurowego.


- Mogę je zatrzymać? - spytała, wskazując na zdjęcie. Po twarzy Hodge'a przemknął cień wahania.
- Wolałbym, żebyś nie pokazywała go Jace'owi - powiedział. - I bez fotografii zmarłego ojca ma wystarczająco dużo problemów.


Tak, głównie ze sobą, swoją kulturą osobistą i dyscypliną.


- Przyszłaś do biblioteki, żeby się ze mną zobaczyć czy w jakimś innym celu?
- Zastanawiałam się, czy nie miał pan wiadomości od Clave. O Kielichu. I... mojej mamie.
- Dostałem dziś rano krótką odpowiedź.
- Przysyłają ludzi? Nocnych Łowców? - Clary słyszała niecierpliwość we własnym głosie.
- Tak.
- Więc dlaczego jeszcze ich tu nie ma?
- Istnieje obawa, że Instytut jest obserwowany przez Valentine'a. Im mniej on wie, tym lepiej.


Więc Clave dysponuje przynajmniej kilkoma szarymi komórkami. Niemniej niech mi ktoś wyjaśni, dlaczego zgromadzenie zrzeszające praktycznie wszystkich dorosłych, aktywnych Nocnych Łowców trzęsie portkami przed gościem, który sfejkował swoją śmierć i ma na usługach kilkunastu dawnych kumpli. W przypadku Voldemorta miało to sens – mówiliśmy o najpotężniejszym czarnoksiężniku w historii Wielkiej Brytanii, który dysponował potężną mocą. Valentine? Tak, ma kilka skilli wykraczających poza standardowy pakiet Nocnego Łowcy, ale Clave o tym nie wie i nigdy wcześniej nie wiedziało. Ich ogromny lęk przed Antagonistą #1 jest cokolwiek nieracjonalny.


Ponieważ Hodge nie wie nic więcej, Clary prosi o coś na sen.


Mikstura, którą, przyniósł jej Hodge, pachniała przyjemnie jałowcem i liśćmi. Clary wąchała ją, idąc korytarzem. Niestety, buteleczka nadal była otwarta, kiedy Clary weszła do sypialni i zobaczyła Jace'a rozciągniętego na łóżku i przeglądającego jej szkicownik.


Czekam na dzień, w którym ktoś wreszcie ochrzani tego buca za grzebanie w cudzych rzeczach.


Z okrzykiem zdumienia wypuściła fiolkę z ręki. Jasnozielona zawartość rozlała się po drewnianej podłodze.


Pytałam już o to dramatyczne upuszczanie przedmiotów pod wpływem szoku? Bo to nadal aktualne.
+ Ja rozumiem, że nie spodziewała się widoku Jacusia na swoim łóżku, ale czy to naprawdę takie zaskakujące, żeby aż krzyczeć?


- O, rany - mruknął Jace, siadając. - Mam nadzieję, że to nie było nic ważnego.
- Tylko wywar nasenny - odparła gniewnie Clary, dotykając buteleczki czubkiem tenisówki. - A teraz już go nie ma.
- Gdyby był tutaj Simon, ululałby cię do snu.
Clary nie była w nastroju żeby bronić przyjaciela.


Chciałabym zobaczyć dzień, w którym Clary byłaby w takim nastroju i nie przeszłoby jej po jednej kwestii dialogowej.


Opadła na łóżko i wzięła do reki szkicownik.
- Zwykle nie pozwalam ludziom go oglądać.
- Dlaczego? - Jace był rozchełstany, jakby przed chwilą spał. - Jesteś całkiem niezłą artystką. Momentami doskonałą.


Może dlatego, że dla niektórych szkicownik to, w przeciwieństwie do wystawianych prac, bardzo prywatna sprawa?
+ Ależ oszyyywiiiście, że Clary jest doskonałą artystką. Nikt się nie nabrał na jej kokieteryjne marudzenia w rozdziale drugim.


- Może dlatego, że to jest jak... pamiętnik. Z tą różnicą, że nie wyrażam myśli słowami, tylko obrazami, więc są tu same rysunki. Ale nadal to prywatna własność.


O właśnie, o tym mówiłam.


Jace zrobił urażoną minę.
- Dziennik bez żadnego rysunku mojej podobizny? A gdzie gorące fantazje? Okładki romansów? Gdzie...
- Wszystkie dziewczyny, które poznajesz, zakochują się w tobie? - zapytała cicho Clary.


No… Mnie i czytelniczki bloga jakoś to dotychczas ominęło. Cthulu niech będą dzięki.


Pytanie spuściło z niego powietrze jak szpilka przekłuwają balon.
- To nie jest miłość - odparł Jace po chwili. - Przynajmniej...
- Spróbuj nie być czarujący przez cały czas - poradziła mu Clary. - To może przynieść wszystkim ulgę.


Chyba czytam inną książkę, bo przegapiłam jakikolwiek dowód na śladową choćby ilość uroku czy charyzmy Jacusia.


Płowy Buc chwilę milczy, po czym ni z gruchy, ni z pietruchy proponuje, że opowie Clary bajkę na dobranoc. Eklarka nie uznaje tego za zbyt racjonalne, ale się zgadza i kładzie na łóżku, zamykając oczy. Pozwolicie, że wkleję całość:


- Był sobie kiedyś chłopiec ... - zaczął Jace.
Clary natychmiast mu przerwała:
- Nocny Łowca?
- Oczywiście. - W jego głosie pojawił się ton rozbawienia, ale zaraz zniknął. - Kiedy chłopiec miał sześć lat, ojciec dał mu sokoła do polowań. „Sokoły to drapieżniki, zabijają inne ptaki”, powiedział. „Nocni Łowcy nieba”. Sokół nie lubił chłopca, chłopiec nie lubił sokoła. Jego ostry dziób przyprawiał go o niepokój, a jasne oczy wciąż go obserwowały. Gdy tylko chłopiec się doń zbliżał, ptak atakował go dziobem i pazurami. Przez wiele tygodni jego nadgarstki i ręce wciąż krwawiły. Nie wiedział, że ojciec wybrał sokoła, który przez ponad rok żył na wolności, i dlatego oswojenie go było prawie niemożliwe. Ale chłopiec próbował, bo ojciec kazał mu wytrenować sokoła, a on chciał zadowolić ojca. Przebywał z sokołem cały czas, nie dawał mu spać, wciąż do niego mówiąc albo nawet grając muzykę, bo zmęczonego ptaka łatwiej oswoić. Nauczył się używać sprzętu: rękawicy, pęt, kaptura, rzemienia, którym przywiązywał sobie sokoła do nadgarstka. Powinien trzymać go w ciemności, ale nie potrafił się do tego zmusić. Zamiast tego siadał tam, gdzie ptak mógł go widzieć, dotykał go i głaskał po skrzydłach, żeby zdobyć jego zaufanie. Karmił go z ręki, ale z początku ptak nie chciał jeść. Później jadł tak łapczywie, że kaleczył mu dziobem dłonie. Ale chłopiec był zadowolony, bo zrobili postępy. Chodziło mu o to, żeby ptak dobrze go poznał, nawet jeśli
ranił go do krwi. Chłopiec zaczął dostrzegać, że sokół jest piękny, że jego smukłe skrzydła są stworzone do szybkiego lotu, że jest silny i szybki, dziki i łagodny. Kiedy nurkował ku ziemi, poruszał się jak światło. Gdy nauczył się krążyć i wracać na jego nadgarstek, chłopiec omal nie krzyczał z radości. Czasami ptak wskakiwał mu na ramię i wsadzał dziób w jego włosy.
Chłopiec wiedział, że nie jest tylko oswojony, ale i doskonale wytrenowany, poszedł do ojca i pokazał mu, czego dokonał. Spodziewał się pochwały, ale ojciec wziął ptaka, teraz oswojonego i ufnego, i skręcił mu kark. „Mówiłem ci, że masz uczynić go posłusznym”, powiedział i rzucił bezwładne ciało na ziemię. „A ty nauczyłeś go kochać. Sokoły nie mają być kochanymi, domowymi pupilami. Są dzikie, gwałtowne i okrutne. Ten ptak nie został wytresowany, tylko złamany”. Później, kiedy chłopiec został sam, płakał nad przyjacielem, aż w końcu ojciec przysłał sługę po martwego ptaka i kazał go pogrzebać. Chłopiec już nigdy więcej nie płakał i nigdy nie zapomniał tego, czego się nauczył: że kochać to niszczyć i że być kochanym to znaczy zostać zniszczonym.


Na razie mogę powiedzieć tyle, że jest to historia przepisana praktycznie słowo w słowo z „Draco Veritas”.
+ Ostatnie zdanie jest jednym z najukochańszych cytatów w całym fandomie. Czy kogoś to w ogóle dziwi?


Clary się oczywiście oburza, że historia jest okropna i opowiada o dręczeniu dziecka. Jace jest tym trochę zaskoczony i spiera się z nią na temat przesłania. Eklarka zapewne chętnie dyskutowałaby dalej, zaczyna jednak odpływać w objęcia Morfeusza.


Zapadając w sen, usłyszała w głowie echo słów: „Dawał mi wszystko, co chciałem. Konie, broń, książki nawet sokoła do polowań”.


Taaak… Czy kogoś to w ogóle dziwi? Bycie świadkiem morderstwa ojca to za mało, aby wyjaśnić mrHok targający duszą Jace’a, trzeba też dodać jakieś usprawiedliwienie dla jego bycia dupkiem. Co mnie jednak dręczy bardziej to to, dlaczego Jacuś po raz kolejny dzieli się z Clary Sue jednym ze swoich najbardziej intymnych, bolesnych wspomnień. Tym razem się nie przyznaje wprost, że chodzi o niego, ale nie ukrywajmy – patrząc na kontekst rozmowy poprzedzającej opowieść, sam Wayland zapewne chciał, by nasza heroina zrozumiała, o kim mówi historyjka. Cassie bardzo chce, byśmy uwierzyli, że Jace jest skryty i zamknięty w sobie, a od reszty świata oddziela go gruby mur ironii, jednak facet powierza wspomnienia, o których nie chce z nikim rozmawiać, praktycznie obcej dziewczynie. Większość ich rozmów to jego ciągłe obrażanie Clary lub jej przyjaciela, by ją rozdrażnić. Skąd ta wylewność?


Przeskok! Eklarka zostaje obudzona przez Isabelle i przypadkiem uderza ją czołem.


To była Isabelle. Zapalił lampę stojącą przy łóżku i z urazą popatrzyła na Clary, masując czoło. Jej sylwetka wyglądała jakby lśniła. Isabelle miała na sobie długą srebrną spódnicę i cekinowy top, jej paznokcie były pomalowane błyszczącym lakierem, pasma srebrnych koralików wplecione we włosy. Wyglądała jak bogini księżyca. Clary natychmiast ją znienawidziła.


Cassie, nie. Takie wstawki nie czynią Clary bardziej relatable. Raczej wywołują we mnie chęci wysłania tej dziewczyny na kozetkę, zanim obleje twarz Isabelle kwasem.


Panna Fray z typową dla siebie uprzejmością pyta, czego Isabelle chce. Oczywiście chodzi o imprezę, na którą się wybierają, a Eklarka nie jest jeszcze gotowa.


- Zamierzałam ubrać się w te rzeczy. - Clary wskazała na dżinsy i T-shirt. - Czy to jakiś problem?
- Czy to jest problem? - Isabelle wygląda jak miała zemdleć. - Oczywiście, że to jest problem! Żaden Podziemny nie włożyłby takich ciuchów. Poza tym idziemy na przyjęcie. Będziesz się wyróżniać z tłumu w takim... swobodnym stroju. - Najwyraźniej chciała użyć dużo gorszego określenia.
- Nie wiedziałam, że mamy się wystroić - powiedziała kwaśno Clary. - Nie wzięłam za sobą żadnych wyjściowych ubrań.


Clary, idziecie na imprezę i nie powinniście wyróżniać się z tłumu. Chodziłaś do Pandemonium wystarczająco długo, żeby się zorientować, że twój styl raczej odstaje od tego, co ludzie zakładają, planując poświęcić noc na clubbing. Wiem, w twoich oczach Alec to chodzące zło, ale warto było posłuchać, kiedy mówił o niezwracaniu na siebie uwagi – stroju na przyjęcie również to dotyczy. Trójka Nocnych Łowców sama w sobie będzie wystarczająco przyciągać niechciane spojrzenia, nie przyszło ci to do głowy?


Oczywiście robi się groźnie, ponieważ wygląda na to, że Clary jest zmuszona pożyczyć ubrania od Isabelle.


- Naprawdę wolałabym włożyć swoje rzeczy - stwierdziła Clary, wiercąc się, kiedy Isabelle ustawiła ją przed dużym lustrem w swojej sypialni.
- Nie możesz. Wyglądasz w nich na osiem lat, a co gorsza zupełnie jak Przyziemna.
Clary buntowniczo zacisnęła szczękę.


Cóż, czego by o Izzy nie powiedzieć, ona przynajmniej jest z tobą szczera i mówi ci wprost, co myśli, zamiast fantazjować o wylaniu ci wrzątku na głowę.


Clary obserwowała w lustrze Isabelle buszującą w garderobie. Jej pokój wyglądał tak, jakby w środku eksplodowała kula dyskotekowa. Na czarnych ścianach były namalowane odblaskowe złote kręgi. Wszędzie walały się ubrania: na podłodze, na rozbebeszonym łóżku, na poręczach krzeseł. Wylewały się z dużej szafy stojącej pod jedna ze ścian. Toaletka z lustrem obwiedzionym różowym futerkiem była zaśmiecona cekinami, błyszczykami, słoiczkami z różem i pudrem.


Jak na zÓą Barbie przystało, Isabelle nie ma też krzty gustu. Przynajmniej według naszej bohaterki.


- Ładny pokój - powiedziała Clary, myśląc z tęsknotą o swoich pomarańczowych ścianach.


O, właśnie to miałam na myśli, mówiąc o szczerości panny Lightwood. Swoją drogą, ja z dwojga złego wolałabym czarne ściany w złote kółka niż pomarańczowe, więc zapewne według Eklarki również jestem bezguściem.


Isabelle rzuca Clary Sue jakiś kawałek materiału, twierdząc, że się rozciąga i każe jej to przymierzyć.


Clary pospiesznie weszła do małej łazienki urządzonej na jasnoniebiesko. Wciągnęła sukienkę przez głowę; była ciasna, z ramiączkami wąskimi jak spaghetti. Starając się nie oddychać zbyt głęboko, wróciła do sypialni.


Wiecie, styl to indywidualna sprawa i w żadnym stopniu nie świadczy o człowieku, ale z jakiegoś powodu odczuwam dziką satysfakcję na myśl, że Clary najwyraźniej wciśnięto w sukienkę, w której wszystkie miłośniczki różowych klapek i biodrówek mogłyby uznać naszą bohaterkę za przedstawicielkę najstarszego zawodu świata, gdyby spotkały ją wieczorem na opustoszałej ulicy.


- Dobrze, że jesteś taka płaska - zauważyła. - Ja nie mogłabym jej nosić bez stanika.
Clary łypnęła na nią spode łba.


Isabelle, zaczynam cię lubić w roli chodzącej karmy za bezustanny slut shaming.


- Jest za krótka.
- Nie za krótka, tylko w sam raz. - Isabelle zaczęła czegoś szukać nogę pod łóżkiem. Po chwili wykopała spod niego parę wysokich butów i czarne kabaretki. - Będziesz w nich wyglądać na wyższą.


Ahahahahahaha! Naprawdę bardzo, ale to BARDZO bym chciała, żeby Clary w tym stroju wpadła na Sheilę Barbario i Erica.


- Racja, bo jestem mała i płaska jak deska.


Ciebie irytuje to wypominanie? Ja się z tym męczę od początku książki, bo autorka myśli, że do mnie nie dotarło!


Clary obciągnęła sukienkę, ale i tak zakryła ledwo górną część ud. Rzadko nosiła spódnice, zwłaszcza mini, więc czuła się nieswojo, pokazując nogi w całej okazałości.
- Jeśli jest za krótka dla mnie, jak musi wyglądać na tobie?
Isabelle uśmiechnęła się szeroko.
- Ja noszę ją jako spódnicę.


Ale skoro materiał jest elastyczny, a Clary i tak ledwo w tym oddycha, to jakim cudem Isabelle rzeczona sukienko-spódnica nie pęka na tyłku?


Clary usiadła na łóżku i włożyła rajstopy. Buty okazały się trochę luźne w łydkach, ale nie zsuwały się jej z nóg. Zasznurowała je i wstała. Spojrzała na siebie w lustrze i stwierdziła, że połączenie czarnej sukienki, kabaretek, wysokich butów jest całkiem, całkiem.


O ile zakład, że gdyby zobaczyła w tym zestawie jakąkolwiek inną dziewczynę, po raz kolejny subtelnie zwymyślałaby ją od dziwek?


Oczywiście metamorfoza nie jest jeszcze kompletna – czas na fryzurę i letki makijaż!


- Mogę cię o coś zapytać?
- Jasne. - Isabelle z wprawą operowała kredką.
- Alec jest gejem?
Isabelle drgnęła, kredka zsunęła się po czole Clary, rysując długą, czarną, kreskę od kącika oka do linii włosów.
- Cholera!
- Nic się nie stało...
- Owszem. - Isabelle mówiła tak, jakby była bliska płaczu. Zaczęła grzebać wśród kosmetyków walających się po blacie toaletki. W końcu znalazła wacik i podała go Clary. - Masz, wytrzyj się. - Usiadła na brzegu łóżka, pobrzękując bransoletkami na kostkach, i spojrzała na nią przez zasłonę włosów. - Jak się domyśliłaś?


No i szambo wyjebało, za przeproszeniem. To w końcu oczywiste, że jeśli Clary Sue uznała kogoś za geja, nie mając absolutnie żadnych podstaw, musi mieć rację. Jest wszak Clary Sue, prawda? I nie, Eklarka nie dostała nawet pół powodu, żeby uznać Aleca za homoseksualistę. Wszak nasza hirołina nie dostrzega ponoć uczuć Simona, a jedyną wskazówką co do orientacji Lightwooda było to, że zabiega o uwagę Jace’a niemal równie desperacko, co Padawan Friendzone’a o jej. „Niemal”, ponieważ Alec zdaje się zachowywać jednak trochę godności.
+ Jak zdołaliśmy się już domyślić po reakcji Isabelle, homoseksualizm to bardzo delikatny temat w środowisku Nocnych Łowców, więc DLACZEGO ta ameba idzie w ślady Jacusia i zdradza takie informacje obcej dziewczynie, której nie zna i której, w gruncie rzeczy, nie ufa? O wiele naturalniejsze byłoby, gdyby po pierwszym zaskoczeniu dziewczyna powiedziała Clary, że to nie jej sprawa/zaprzeczyła. Mówimy wszak o ogromnym haku na ukochanego starszego brata Isabelle. Brata, którego Eklarka nie lubi.


- Absolutnie nie możesz nikomu powiedzieć.
- Nawet Jace'owi?
- Zwłaszcza Jace'owi!
- Dobrze - powiedziała oschłym głosem Clary. - Nie zdawałam sobie sprawy, że to taka straszna rzecz.


Naprawdę, Clary? Nie zauważyłaś, że Nocni Łowcy są sto lat za najbardziej zacofanymi afrykańskimi plemionami w większości kwestii? Mogłabyś przez chwilę nie być taką wredną suką i darować sobie oschły ton, skoro sama podkreślasz, że Isabelle jest na granicy płaczu.


- Byłaby straszna dla moich rodziców. Wydziedziczyliby go i wyrzucili z Clave...
- Nie można być gejem i Nocnym Łowcą, ?
- Nie ma żadnej obowiązującej reguły. Ale ludzie tego nie lubią. No, może ci w naszym wieku w trochę mniejszym stopniu... Chyba - dodała niepewnie, a Clary uświadomiła sobie, jak niewielu rówieśników tak naprawdę zna Isabelle.


I dlatego jej kadzenie Jacusiowi stanowi mało wiarygodne źródło wiedzy, ale to tak na marginesie wtrącam.


- Kocham mojego brata - powiedziała cicho Isabelle. - Zrobiłabym dla niego wszystko. Ale w tej kwestii nic nie mogę zrobić...


Możesz nie opowiadać o jego najgłębiej skrywanej tajemnicy obcej dziewczynie, która go nie lubi. Serio, czy Isabelle nie wpadło do głowy, że wkłada Clary broń do ręki, jeśli panna Fray będzie chciała odegrać się na Alecu za nie traktowanie jej jak ósmy cud świata?


- Dobrze, że przynajmniej ma ciebie - niezręcznie pocieszyła ją, Clary i pomyślała o tym, że Jace uważa miłość za niszczycielską, siłę. - Naprawdę myślisz, że Jace'owi by się to nie spodobało?


A kogo to obchodzi w tym momencie?! Masz siedzieć cicho i nie lecieć do niego z tą informacją, choćbyś nawet była przekonana, że taka wiadomość uczyniłaby z Jacusia pierwszego oficjalnego rzecznika praw mniejszości seksualnych wśród Nocnych Łowców! To decyzja Aleca, czy dokona przed swoim przyjacielem coming outu. Szkoda, że Isabelle zapomniała o tym, kiedy wypaplała wszystko Clary.


- Nie wiem. - Isabelle najwyraźniej miała dość tej rozmowy. - Ale to nie moja decyzja.


Miło, że wybudziłaś się z transu imperatywu narracyjnego i sobie o tym przypomniałaś, zanim dałaś ogłoszenie do miejscowej gazety.


- Chyba nie - przyznała Clary.


Nie, Clary, patrz mi na usta: NA PEWNO NIE. To jedynie decyzja Aleca, komu powie o swojej orientacji.


Nachyliła się do lustra, żeby wacikiem zebrać nadmiar tuszu i omal nie upuściła go ze zdziwienia. Co Isabelle z nią, zrobiła? Jej kości policzkowe były wyraźnie zarysowane, oczy głębokie, tajemnicze i świetliście zielone.
- Wyglądam jak moja mama - stwierdziła oszołomiona.


No ba. Że tak się powtórzę: nikt nie kupił tych kokieteryjnych narzekań z rozdziału drugiego.


- Świetnie. - Isabelle zerwała się z łóżka. - Chodźmy.
- Muszę jeszcze po coś pójść do mojego pokoju - oznajmiła Clary, ruszając do drzwi. - I... Będę potrzebowała broni?
- Mam jej dużo. - Isabelle z uśmiechem podniosła najpierw jedną, potem drugą, nogę, tak że jej bransoletki zabrzęczały jak świąteczne dzwoneczki. - Na przykład to. Lewa jest ze złota, które jest trujące dla demonów, a prawa z pobłogosławionego żelaza na wypadek, gdybym trafiła na nieprzyjazne wampiry albo złe skrzaty. Na obu są wyryte runy, więc mogę zadać niezłego kopniaka.


Isabelle, gdy tylko podzieliła się z awatarem autorki jakąś tajemnicą, zaczęła nagle przypominać człowieka, nie skrzyżowanie Rosalie Hale i Celeste Newsome. Szokujące.


Chłopcy już czekali w holu. Byli ubrani na czarno.


Jeśli w ciuchy podobne do tych z rozdziału pierwszego to prawdziwi z nich synowie Stirlitza.


Nawet Simon miał na sobie trochę za duże czarne spodnie i własną, koszulkę odwróconą, na drugą, stronę, żeby ukryć logo zespołu.


He he, patrzcie jaki pocieszny, niepasujący do towarzystwa Simon. He he. He.


Jace i Alec opierali się niedbale o ścianę i wyglądali na znudzonych, natomiast on trzymał się z boku. Podniósł wzrok, kiedy zjawiła się Isabelle ze złotym biczem owiniętym wokół nadgarstka i z metalowymi bransoletami podzwaniającymi na kostkach. Można było się spodziewać, że Simon osłupieje - Isabelle rzeczywiście przyciągała wzrok - ale on tylko prześlizgnął się po niej spojrzeniem i wytrzeszczył oczy na widok Clary.
- Co to jest? - wykrztusił. - To, co masz na sobie.


giphy.gif


Jestem wręcz zszokowana jego reakcją.


Clary spojrzała na siebie. Narzuciła lekką kurtkę, żeby czuć się mniej naga, i wzięła plecak ze swojego pokoju. Ale Simon nie patrzył na plecak, tylko na jej nogi, jakby nigdy wcześniej ich nie widział.
- Sukienka - powiedziała sucho Clary. - Wiem, że nie noszę ich zbyt często, ale doprawdy...
- Jest strasznie krótka - zauważył wyraźnie zmieszany.


…i wyraźnie chciał coś dodać, jednak tylko pokręcił głową. Gdyby miał wypomnieć Clary każdą dziewczynę w krótkiej sukience, którą obraziła, siedzieliby tu do Bożego Narodzenia.


Nawet w stroju pogromcy demonów wyglądał jak chłopiec, który przychodzi do domu dziewczyny, żeby umówić się na randkę, jest uprzejmy dla jej rodziców i dobry dla zwierząt domowych.
Jace natomiast wyglądał jak chłopak, który przychodzi do czyjegoś domu, żeby go spalić dla zabawy.


Cassie, nie wiem, czy zdajesz sobie z tego sprawę, ale takie zestawienie sprawia, że to Simon zyskuje w moich oczach, nie Jace. Widać marna byłaby ze mnie bohaterka powieści YA.


- Podoba mi się twoja sukienka - powiedział, odsuwając się od ściany. Jego spojrzenie przesunęło się po niej leniwie. - Ale wymaga czegoś ekstra.
- Nagle stałeś się ekspertem od mody? - odparowała Clary, ale jej głos zabrzmiał niepewnie. Jace stał tak blisko niej, że czuła jego ciepło i słaby zapach spalenizny po świeżo zrobionych Znakach.


…przykro mi, Cassie, ale zapachu przypalonego Tru Loffa absolutnie zabił napięcie w tej scenie.


Jace daje Clary w prezencie sztylet i twierdzi, że dziewczyna na pewno będzie wiedziała, co z nim zrobić, ma to wszak we krwi. No pewnie, razem z rasizmem, wyniosłością i hipokryzją, już teraz jest doskonałym Nocnym Łowcą.


Gdy zapięła zamek i podniosła wzrok zobaczyła, że Jace patrzy na nią spod przymrużonych
powiek.
- I jeszcze ostatnia rzecz - powiedział.
Wyciągnął spinkę z jej włosów, tak że opadły ciepłą, ciężką falą na jej szyje. Uczucie łaskotania na nagiej skórze było nowe, ale dziwnie przyjemne.
- Tak jest dużo lepiej - stwierdził, a Clary pomyślała, że jego głos również brzmi trochę niepewnie.


I tym romantycznym akcentem w oparach woni przypalonego Jacusia kończy się rozdział.


Wyjątkowo muszę przyznać, że naprawdę nie było w nim większych dłużyzn, choć tytuł jest ewidentnie nietrafiony. Samemu Magnusowi poświęcono uwagę może w pięciu linijkach dialogu. Za tydzień jednak czeka nas dwunasty rozdział, więc cieszmy się i radujmy! Dlaczego?


tumblr_olkusgPBvJ1qlnqyjo1_250.gif


I tym razem to nie jest pomyłka! W następnym odcinku czeka nas impreza, brokat oraz Magnus Bane!
Do zobaczenia!